Wezwanie do świętości

Święci z sąsiedztwa

„Lubię dostrzegać świętość w cierpliwym ludzie Bożym: w rodzicach, którzy z wielką miłością pomagają dorastać swoim dzieciom, w mężczyznach i kobietach pracujących, by zarobić na chleb, w osobach chorych, w starszych zakonnicach, które nadal się uśmiechają. W tej wytrwałości, aby iść naprzód, dzień po dniu, widzę świętość Kościoła walczącego. Jest to często „świętość z sąsiedztwa”, świętość osób, które żyją blisko nas i są odblaskiem obecności Boga, albo, by użyć innego wyrażenia, są „klasą średnią świętości”. (Adhortacja apostolska Ojca Świętego FranciszkaGaudete et exsultateo powołaniu do świętości w świecie współczesnym nr 7.)

Wszyscy jesteśmy zaproszeni, aby iść drogą świętości i znamy świadków tej świętości wokół nas. Oni wskazują nam drogę i na tej drodze nam towarzyszą. Są to ludzie pokorni i dyskretni, którzy żyją miłością w imię swojej wiary.

Święty Wincenty powiedział:

„Nie możemy oceniać ubogiego wieśniaka lub biednej kobiety według ich wyglądu zewnętrznego, ani według wrażenia jakie sprawiają. Ich postawa i sposób bycia różnią się od tego, co prezentują ludzie wykształceni. Bywają wulgarni i prostaccy. Spójrzcie jednak na drugą stronę medalu i popatrzcie na nich w świetle wiary. Przekonacie się, że są obrazem Syna Bożego”, który sam zechciał być Ubogi i jest nam przedstawiany przez tych biednych ludzi.”

Odwróćmy medal złych wieści, informacji, które tylko ujawniają tragedie a pomyślmy o tych wszystkich drobnych, codziennych gestach, które są małymi płomieniami sprawiedliwości, pokoju, dzielenia się, życzliwości i które podsycają ogień naszej ludzkiej godności.  

Oto historia jedna z pośród wielu innych, która opowiada o rzeczach małych, ale które dają nowe życie i nadzieję.

Spójrz na tego ptaszka, sam na dużej plaży… Jest tak delikatny na tak wielkiej przestrzeni!

Posługując w duszpasterstwie znałam pensjonariuszkę w domu spokojnej starości, która była tak mała i niepozorna, że była niezauważana. Pewnego dnia została zabrana do szpitala i poczuła się bardzo zagubiona. Poprzez wszystkie badania, które musiała przejść, przez opiekę, którą nad nią sprawowano, przez przychodzenie i wychodzenie opiekunów i pacjentów straciła orientację. Nie wiedziała czy to dzień czy noc. Zamknęła oczy i pomyślała, że umrze.

Gdy się dowiedziałam, że jest w szpitalu, poszłam ją odwiedzić. Pierwszego dnia wyglądała i brzmiała niespójnie. Była bardzo zmęczona i chora. Drugiego dnia uśmiechnęła się i próbowała mówić, ale z trudem. Mówiła o swoich lękach, pragnieniu powrotu do domu spokojnej starości. Czuła się dobrze w “swoim domu, w którym otaczali ją ludzie, którzy darzyli ją szacunkiem”. Trzeciego dnia czekała na mnie siedząc wyprostowana na łóżku. Odbyłyśmy długą rozmowę. Cieszyła się, że mogłam tam być dla niej i nie chciała, żebym odeszła. “Zostań jeszcze na kilka minut!”- mówiła.

Ktoś zapukał do jej pokoju. Drzwi się otworzyły i weszła Pani Doktor z domu spokojnej starości. Przyszła jej powiedzieć, że wszyscy na nią czekają! Byłam zdumiona. Ta Pani Doktor zawsze miała taki poważny wygląd. Minęła mnie na korytarzu nie odpowiadając, kiedy ją przywitałam. W tym pokoju zdarzył się cud. Nie mówiąc nic, obaj się uśmiechnęłyśmy

i wiedziałyśmy, że nasza obecność dała nowe życie tej kobiecie.

Ta krucha kobieta nie wiedziała, gdzie spojrzeć, tak była poruszona. Łzy stanęły w jej oczach. “Czekają na mnie?”- zapytała. Nie była już sama na tej ogromnej plaży, została przywrócona do życia, przywrócona do życia dzięki miłości osób, które ją otaczały.

Świętość nigdy nie jest daleka, gdy Chrystus podnosi kogoś, kto jest chory. Każda z nas w tym pokoju była aktorem i świadkiem chwili świętości, która była wspólnie dzielona.

„Nie bój się świętości. Nie odbierze ci ona sił, życia ani radości. Wręcz przeciwnie, ponieważ staniesz się tym, co zamyślał Ojciec, kiedy ciebie stworzył i będziesz wierny twojej istocie.” (Gaudete et exsultate32).

Siostra Waleria

___________________________________________________________

Wezwanie do świętości – Archiwalne