Moje powołanie

Świadectwo powołania

Jestem Siostrą Miłosierdzia od 8 lat i obecnie zajmuję się animowaniem duszpasterstwa wśród młodzieży w Liceum Fryderyka Ozanama w Châlon, Champagne. Przez kilka lat pełniłam rolę animatorki i uczestniczyłam w różnych spotkaniach młodzieży, które pozwoliły mi nawiązać z nią kontakt w codziennym życiu.

Gdy byłam w Liceum za Duszpasterstwo Młodzieży odpowiedzialna była Siostra, która zawsze miała uśmiech na twarzy, bez względu na to, co się działo. “Miejcie ufność, Opatrzność Boża czuwa!”, mówiła. To mnie głęboko dotknęło. Miałam wtedy 20 lat i zastanawiałam się, w którym kierunku pójść w moim życiu. Napisałam do tej Siostry dziesięciostronicowy list ze wszystkimi pytaniami, które sobie zadawałam. Siostra ta przyjęła mnie z otwartością i postanowiła mi towarzyszyć. Byłam w powołaniowym zespole o nazwie “Młodzi Wincentianie”. Opiekowały się nim Siostry Miłosierdzia i Kapłani ze Zgromadzenia Misji, którzy pomagali nam w rozeznawaniu drogi powołania: małżeństwa, kapłaństwa, życia konsekrowanego.

W moim sercu od dzieciństwa miało znaczenie służenie ludziom potrzebującym. A gdy kogoś powołuje Pan, duch tej służby płonie dwa razy mocniej. Dla mnie oznacza to, aby pójść do tego, który nie jest zauważany. Zawsze byli mi bliscy młodzi ludzie, którzy są zepchnięci na margines, którzy czują się nieswojo, kiedy pomaga się im w dorastaniu. Ja też przeżywałam trudności i poznałam ludzi, które zachęcili mnie do odważnego pójścia dalej.

Dla Sióstr Miłosierdzia klasztorem jest dom chorych; za krużganki mają ulice miast. Naszą posługę pełnimy wychodząc do świata. Służymy Ubogim co do duszy i co do ciała. Odkąd przybyłam do Châlon spotkałam młodych ludzi, którzy razem z rodzinami żyją w ubóstwie. Są to rodziny podzielone, rodziny, które cierpią na problem alkoholizmu. Spotkałam młodych, którzy noszą ciężkie brzemiona i ukryte zranienia, i którzy nie wiedzą, co zrobić ze swoim życiem. Przeżywają ubóstwo na poziomie nie tylko człowieczeństwa, ale i uczuć. Towarzyszyłam im w szkole i w duszpasterstwie, podarowałam im słuchające serce chcąc być blisko nich, trochę jak “starsza siostra”. Byłyśmy znakiem Bożej obecności dla nich.

Pewnego dnia trzy młode osoby same poprosiły o założenie oratorium, czyli miejsca na modlitwę, na terenie szkoły. Byłam tym mile zaskoczona. I udało się. Postanowiłyśmy, aby każdego tygodnia znaleźć czas na modlitwę z tymi młodymi ludźmi. Jestem tam, aby zachęcić ich do wzrostu, aby dodawać im odwagi, by mogli odkryć w sobie wiarę. Jest w nich pragnienie, które przypomina także i mi o modlitwie; trzeba być z nimi, nie mogę się spóźnić.

Będąc misyjnym uczniem Jezusa, należy być w gotowości i głosić Ewangelię. Każdego ranka mówię do Boga: “Ofiaruję Ci ten dzień, wydarzenia przewidziane jak również i te nieprzewidziane! “

Podobają mi się słowa papieża Franciszka: “Zejdź z kanapy”. Są one zachętą, by być kreatywnym, odważnym, aby pójść dalej; odważnym, aby uwierzyć,
że nikt nie jest sam, że Chrystus jest po to, aby nam towarzyszyć.

S. Julie, Siostra Miłosierdzia, Prowincja Belgia-Francja-Szwajcaria